Elektryczny LFA Concept, zapowiedź następcy legendarnego supersamochodu Lexusa, wykonał w Goodwood swoje pierwsze na świecie dynamiczne przejazdy słynnym torem wzniesień festiwalu. Impreza trwała od 9 do 12 lipca, a udział koncepcyjnego auta w szybkich sesjach był niezapowiedzianym dodatkiem do planowanego wcześniej pokazu statycznego w strefie Supercar Paddock.
Kamuflaż i milczenie o danych
Podczas przejazdów nadwozie LFA Concept nadal nosiło folię maskującą. To sygnał, że Lexus nie zamierza jeszcze pokazywać ostatecznej formy auta — a przy okazji powód do ostrożności w ocenie samego pokazu. Komunikat nie podaje ani mocy, ani zasięgu, ani masy czy pojemności baterii. Nie wspomina też o zmierzonych czasach przejazdu. Bez tych liczb trudno mówić o rzeczywistym teście osiągów; to raczej kontrolowany pokaz wizerunkowy niż sprawdzian możliwości.

Na torze LFA Concept jechał w towarzystwie dwóch prototypów GAZOO Racing — GR GT oraz GR GT3 — z którymi dzieli część rozwiązań technicznych. Za kierownicą tej trójki zasiadali między innymi rajdowiec Elfyn Evans z zespołu Toyota Gazoo Racing, Kazuki Nakajima, kierowca rozwojowy Hiroaki Ishiura, czterokrotny mistrz Super GT Sho Tsuboi, Yuichi Nakayama oraz specjalista od Nürburgringu Uwe Kleen.
Marka szuka języka emocji bez V10
Lexus przedstawia LFA Concept jako wizję elektrycznego auta sportowego nowej generacji. Project General Manager Yukihiro Yukita mówił o „wielozmysłowym doświadczeniu” i „trwałym rezonansie emocjonalnym”, które według niego mają odróżnić ten model od wszystkiego, co powstało dotąd. To język marketingu, a nie konkretów — i pozostawia bez odpowiedzi najważniejsze pytanie: czym Lexus zastąpi dźwięk wolnossącego V10, który był istotą pierwszej LFA. Cała rzecz wpisuje się w firmową strategię „multipath”, czyli równoległy rozwój napędów hybrydowych, wodorowych i w pełni elektrycznych.

Cień oryginału
Pierwotna Lexus LFA z początku poprzedniej dekady to supersamochód z silnikiem V10, rozwijany przez lata we współpracy z Yamahą, także przy strojeniu brzmienia jednostki. Krytycy chwalili osiągi i emocje, ale komercyjnie auto uchodziło za rozczarowanie — Lexus sprzedawał je podobno poniżej kosztów wytworzenia. Dlatego porównania osiągów z rachunkiem ekonomicznym będą teraz nieuniknione. W segmencie elektrycznych aut o wartości wizerunkowej Lexus wchodzi zresztą późno: Rimac Nevera i Maserati MC20 Folgore są już produkowane, a Porsche zapowiada elektrycznego flagowca. Historia wielokrotnie przekładanego Tesli Roadstera pokazuje jednak, że od koncepcji do salonu droga bywa daleka.

Na razie LFA Concept to obietnica bez liczb — efektowny pokaz PR, który dopiero musi potwierdzić, że za emocjonalną narracją stoją konkretne osiągi i plan produkcyjny.





