Klasyczne Mini powstawało w Oxfordzie od 1959 roku, a od 2001 na tym samym terenie BMW Group produkuje nowoczesne MINI. Ćwierćwiecze tej produkcji marka odnotowała edycją specjalną trzydrzwiowego Coopera. Zmiany są wyłącznie stylistyczne — o modyfikacjach techniki, mocy czy osiągach komunikat nie wspomina.
Union Jack od dachu po dywaniki
Znakiem rozpoznawczym edycji jest biały kontrastowy dach z grafiką brytyjskiej flagi. Czerwono-biały pas z jej środka biegnie dalej wzdłuż całego nadwozia. Do tego dochodzą białe obudowy lusterek oraz 18-calowe dwukolorowe felgi Slide Spoke, z zaślepkami piast i kapturkami wentyli w motywie edycji.
Z kolorami nadwozia jest kłopot. W opisie MINI wymienia trzy lakiery: Chili Red, Indigo Sunset Blue i Blazing Blue. W zestawieniu najważniejszych danych, na końcu tego samego komunikatu, zostają już tylko dwa — Blazing Blue znika bez słowa wyjaśnienia.
We wnętrzu flaga wraca na dolne ramię kierownicy, gdzie producent umieścił jej nadruk z wyczuwalną fakturą. Dywanik kierowcy zdobi okrągły Union Jack, dywanik pasażera — szachownica, ukłon w stronę wyścigowej przeszłości marki. Progi drzwiowe dostały własny wzór. Osobno powstała kolekcja gadżetów, którą MINI nazwało Oxford Capsule: torba podróżna, koszulki, czapka, naklejki i parasol-laska. Tekstylia utrzymano w granacie dobranym do lakieru Indigo Sunset Blue.
Czego producent nie podał
Komunikat milczy w sprawach, które interesują nabywców najbardziej. Nie ma ceny, nie ma daty startu zamówień w Polsce, nie wiadomo też, czy edycja jest ograniczona liczbą egzemplarzy, czy zostanie w cenniku na stałe. Znamy za to dane dla rynku niemieckiego: Cooper C spala według WLTP 6,5 l/100 km przy emisji 146 g/km CO2, Cooper S — 6,7 l/100 km i 150 g/km. Obie wersje trafiły do klasy emisji E.
MINI samo uprzedza jeszcze jedno nieporozumienie. Oxford Edition sprzedawana od lat w Stanach Zjednoczonych to zupełnie inny, niepowiązany produkt. Producent kwituje to jednym zdaniem i nie tłumaczy, po co powtórzył nazwę.
Rocznica, która ogląda się za siebie
Edycje specjalne to u MINI stała praktyka — 60 Years Edition, Seven Edition, 1965 Victory Edition czy Paul Smith Edition podtrzymywały zainteresowanie modelem między generacjami. Takie serie zwykle pozwalają też podnieść średnią cenę transakcyjną bez ruszania cennika bazowego. Rynkowo trzydrzwiowe MINI mierzy się z Fiatem 500, który również regularnie wypuszcza limitowane wersje, oraz z Alfą Romeo Junior. Cooper S ma za rywali tańszego na wejściu Volkswagena Polo GTI i elektrycznego Abartha 600e.
Bazowy Cooper wciąż dzieli klientów: przeniesienie większości funkcji na duży okrągły ekran, kosztem fizycznych przycisków, do dziś budzi opory. Edycja rocznicowa niczego tu nie zmienia — dokłada wyłącznie dodatki stylistyczne.
Jest w tej rocznicy pewne napięcie. Marka mówi o Oxfordzie jako o „duchowym domu” MINI, a jej elektryczne modele — Cooper Electric i Aceman — powstają w Chinach, we wspólnym przedsięwzięciu z Great Wall Motor. Jubileuszowy pakiet dostępny jest tylko ze spalinowymi Cooperami C i S, choć to elektryki mają być przyszłością marki. Brytyjskie korzenie świętuje więc ta część gamy, która nadal zjeżdża z linii w Oxfordzie.
