Cena wejściowa dotyczy najskromniejszego wariantu: krótkiego nadwozia, pięciu miejsc, wyposażenia POP i diesla 1.5 o mocy 100 KM. Do tej kwoty trzeba doliczyć 500 zł brutto opłaty transportowej. Za wersję siedmioosobową z mocniejszym silnikiem i automatem — czyli tę, która najlepiej pasuje do rodzinnej narracji producenta — Fiat na razie ceny nie podał.
Dwie długości, 144 kombinacje foteli
Qubo L występuje w dwóch rozmiarach nadwozia: 4,40 m z pięcioma miejscami i 4,75 m z siedmioma. W dłuższym wariancie drugi rząd mogą tworzyć trzy osobne, niezależnie regulowane fotele, a w trzecim rzędzie znalazły się dwa siedziska na prowadnicach. Producent naliczył 144 kombinacje ustawienia foteli i 27 schowków. Po złożeniu fotela pasażera z przodu do środka wchodzą przedmioty o długości do 3 metrów.
Do wyboru są trzy poziomy wyposażenia — POP, ICON i LA PRIMA — oraz pięć lakierów, wśród nich Biały Gelato i Czarny Cinema. W wyposażeniu jest otwierana osobno szyba w tylnej klapie, którą Fiat nazywa Magic Window, oraz duży szklany dach określany jako Magic Top. Jest też Extended Grip Control, czyli system korygujący pracę silnika tak, by poprawić przyczepność na błocie, śniegu i żwirze. To nie napęd na cztery koła.
Wyłącznie diesel
Gama silnikowa jest krótka: 100 KM z manualną skrzynią biegów albo 130 KM z manualną lub automatyczną. Nie ma benzyny, nie ma hybrydy, nie ma wersji elektrycznej. Fiat przedstawia to jako wyróżnik — Qubo L jest jedynym modelem w osobowej gamie marki z silnikiem wysokoprężnym. Można to odczytać odwrotnie: diesel został tam, gdzie liczą się przebiegi i klienci firmowi, a reszta gamy obywa się bez niego.
W 2026 roku to wybór ryzykowny. Konstrukcyjnie najbliższy rywal, Citroën Berlingo, ma już w ofercie wersję elektryczną. Kupujący Qubo L nie dostaje dla diesla żadnej alternatywy.
Skąd znamy ten samochód
Magic Window i Magic Top to rozwiązania od lat kojarzone z Citroënem Berlingo i Peugeotem Rifterem. Wszystko wskazuje więc na to, że Qubo L jest kolejną odmianą tej samej rodziny pojazdów Stellantis, do której należy też Opel Combo Life. Fiat sam się do tego nie odnosi, ale zbieżność wyposażenia jest zbyt duża, by mówić o przypadku. Marka nie wyjaśnia też, co z Doblo, które zajmowało w jej gamie bardzo podobne miejsce.
Sama nazwa też nie jest nowa. Qubo bez litery L był przed laty małym, miejskim autem opartym na konstrukcji Fiorino, bliźniaczym wobec Citroëna Nemo i Peugeota Bippera. Z dzisiejszym modelem łączy go wyłącznie szyld — to inny segment i inna klasa wielkości. Fiat nie kontynuuje więc żadnej generacji, tylko wykorzystuje rozpoznawalną nazwę do samochodu, który z pierwowzorem nie ma wiele wspólnego.
Kto zabierze mu klientów
Najgroźniejszy rywal nie stoi w salonie Stellantisa. Dacia Jogger daje siedem miejsc taniej, choć jest autem mniejszym i lżej zbudowanym. Volkswagen Caddy gra w drugą stronę: kosztuje więcej, ale ma lepszy wizerunek i wyższą wartość rezydualną. Qubo L wchodzi między nie z ceną startową poniżej 90 tys. zł i wnętrzem, którym producent kusi liczbą 144 kombinacji ustawienia foteli.
Największym znakiem zapytania pozostaje cennik wersji siedmioosobowych. Dopóki Fiat go nie pokaże, kwota 89 900 zł mówi o tym aucie mniej, niż się wydaje.



